Repolonizacja mediów to istotna sprawa z punktu widzenia państwa

Rozmowa Łukasza Żygadło z Kornelem Morawieckim, Gazeta Warszawska, nr 25/575, 22-28.06.2018 r.

W czasie kampanii wyborczej, ale również po przejęciu władzy partia rządząca wiele mówiła o potrzebie repolonizacji mediów. Pojawił się nawet jakiś projekt, lecz koniec końców wszystko umarło śmiercią naturalną. Dlatego chciałbym zapytać, czy repolonizacja mediów to wciąż ważny temat w Pana ocenie, czy warto się nią zająć jeszcze w tej kadencji parlamentu?

– To jest bardzo ważna kwestia, którą oczywiście warto się zająć, tylko jest jeden problem. W gremiach decydujących o tych kwestiach nie ma pomysłu, jak to zrobić. Problem jest bardzo poważny, a np. Rada Mediów Narodowych nie ma pojęcia, jak go rozwiązać. Kolejny problem to niezależność mediów od kapitału.

Kapitał jest ważny?

Oczywiście. Pieniądze grają tutaj główną rolę, ale również propaganda. Proszę zwrócić uwagę na rzeczy puszczane w pewnych mediach albo publikowane w niektórych czasopismach. Seks, przemoc, używki – tym wszystkim karmiona jest nasza polska młodzież, co jest poważnym tematem z punktu widzenia przyszłości narodu.

Widzi Pan Marszałek jakieś zaangażowanie odpowiedzialnych za repolonizację rządzących grup?

Uważam, że nie ma koncepcji, jak zabrać się do sprawy. Nie ma ścieżki, w jaki sposób można media odebrać z rąk zachodniego kapitału, który w dużym stopniu rządzi rynkiem prasy brukowej, ale również jak wspomniałem, prasy lifestylowej. To jest zasadniczy problem i byłoby dobrze, żeby ktoś mógł się tym zająć, wziąwszy pod uwagę prawo, przepisy i rynek europejski. Nie spotkałem się z pomysłem i projektem rozwiązującym kwestię repolonizacji mediów.

Premier Mateusz Morawiecki powiedział niedawno w kontekście repolonizacji mediów, że rząd musi uważać, żeby nie otwierać wszystkich frontów jednocześnie. Dodał, że 80 proc. mediów jest w rękach „naszych przeciwników politycznych, którzy we wściekły sposób nas atakują”. To mocne słowa, pokazujące skalę problemu, ale również niepokojące, bo okazuje się, że jeśli nie można przeprowadzać reform, to mamy problem jako państwo. Chyba że się mylę.

Zgadzam się z tym. Wiele mediów jest niechętnych obecnej władzy. To jest bardzo istotna sprawa z punktu widzenia państwa.

Wicepremier Jarosław Gowin nie znajdzie w Panu sojusznika w temacie ustawy 2.0 o uczelniach wyższych. Dlaczego?

W tym projekcie pojawia się marginalizacja roli samorządności szkół i nadmierna rola rektora. Po raz pierwszy w związku z tą ustawą pojawiły się na uczelniach strajki okupacyjne. Wydaje mi się, że ustawa jest niedopracowana, w różnych punktach mało zrozumiała.

To znaczy?

Na przykład nie podejmuje tematu jakości kształcenia młodych ludzi. Dodatkowo duże szkoły będą wyraźnie uprzywilejowane, a edukacja w małych ośrodkach będzie obciążona większymi kosztami. To oznacza, że wielu młodych ludzi będzie zmuszonych wyjechać kształcić się do dużych miast, a to zwiększa koszty utrzymania, czy w ogóle wpływa na decyzję o podjęciu studiów.

Czyli w tej wersji na wsparcie koła Wolni i Solidarni wicepremier Gowin nie może liczyć?

Nasze koło, jak nazwa wskazuje, zrzesza wolnych posłów. Nie chcę się wypowiadać za kolegów. Ja jestem nieprzekonany do tego, aby tę ustawę poprzeć. Uważam, że jej wejście należy odłożyć co najmniej na rok. W tej wersji poparcia jej nie udzielę.

Prezydent Andrzej Duda zaproponował 15 pytań w konsultacjach referendalnych. Jak się Panu podoba pomysł referendum i pytania?

Namawiałbym pana prezydenta, aby zrezygnował z referendum. W imię powagi urzędu, który piastuje. Stawia również Senat w trudnej sytuacji, bowiem jest wiele przesłanek, aby odrzucić jego wniosek. Otoczka tego tematu obniża rangę urzędu prezydenckiego, a zaproponowane pytania są złe.

Dlaczego?

Kwestia wieku emerytalnego czy przynależności do Unii Europejskiej, czy wpisanie 500+ do konstytucji – to nie ma nic wspólnego z ustrojem państwa. Powtarzam: apeluję do prezydenta o odłożenie tego tematu przynajmniej na rok.

Opracowanie: Samuel Baranowski