Dwa Łyki Ameryki

Słyszałem, że jest podobno zapotrzebowanie na prasę dotyczącą tej osławionej kiedyś Ameryki. Nie wiem tytko o jaką Amerykę chodzi czy o tą dawną o której już wiemy, że “tam możesz mieć miliony”, a nawet cztery żony, ale to jest już przecież tytko bezpowrotna historia. Dlatego też we wspomnianej wyżej piosence czas teraźniejszy należy zastąpić czasem przeszłym – mogłeś zamiast “możesz”. Może jednak chodzi tu o Amerykę XXI? Dobrze, ale jak o niej pisać poważnie czy nie poważnie. Jeżeli mam pisać poważnie, to jest już bardziej skomplikowane, a nawet niebezpieczne. W takim przypadku trzeba przestrzegać zasad “poprawności politycznej” pamiętając jednocześnie, że na tzw. obecnym etapie zamiast historyków, historie piszą teraz sędziowie… Zapomniał o tym znany angielski historyk David lrying i to przeoczenie kosztowało go w 2006 roku 400 dni w pojedynczej celi w Austrii.

Ale tak naprawdę, to nie wiadomo co pisać, a nawet jak odpowiadać na pytania dotyczące Ameryki, żeby nie narazić się na naganę ze strony przyjaciół i znajomych. Nie mówię przecież źle o zjawiskach pozytywnych, ani tez dobrze o zjawiskach negatywnych – podaję po prostu swoje odczucia na podstawie wieloletnich doświadczeń. Doświadczeń jako mieszkaniec tego kraju, pracownik zaawansowanych technologii, czy też działacz społeczno-polityczny w wielu polonijnych organizacjach – zawsze z myślą o Polsce i jej przyszłych Pokoleniach. W wielu odpowiedziach na zadane pytanie słyszę często: “Jak tak będzie pan mówił o Ameryce, to nikt pana nie będzie chciał słuchać”. Tutaj zmuszony jestem wnieś poprawkę, bo ja nie chodzę i nie mówię o Ameryce, a jedynie odpowiadam na pytania, lub zabieram głos w dyskusji, kiedy uznam to za stosowne. Albo też inny komentarz: “byłeś tyle lat w Ameryce, pozwalali ci tam pracować i zarabiać pieniądze, a ty tak o nich mówisz”. Mój Boże – pomyślałem, mamy niestety jeszcze w Polsce spory procent rodaków, którzy przekonani są, że Amerykanie dają człowiekowi pracę z litości…

Jestem Polakiem i wołałbym pisać poważnie o Polsce, ale na to nie ma zapotrzebowania, no może nie całkiem dokładnie, podobno można pisać ale tylko panegiryki – a ja lego nie potrafię. Pomimo tego, że mieszkam w Kraju już pięć lat, to nadal wszystko mnie dziwi, może nic w tym zdrożnego, nie było mnie tu przecież pełne trzy i pół dekady, a teraz wszystko jest inaczej, początki były jeszcze trudniejsze. Najbardziej ciekawe są jednak tzw. polskie realia”, które nakazują na wszystko spisywać umowy. Pierwsze potknięcie było przy zakupie komórki, którą można było załatwić w ciągu kilku godzin. Tak, można było i było bardzo blisko, już miałem ją w ręce i nagle słyszę: “nie został pan zaakceptowany, bo nie ma pan stałego pobytu w Polsce”. I tak to było: telefon – umowa, woda – umowa, światło – umowa, Internet – umowa, zmiana parametrów zabezpieczeń sieciowych – umowa, itd., Ostatnio doszła jeszcze nowa umowa śmieciowa i będzie szambowa, bo jest podobno nowa ustawa.

Na początku to tak się poplątałem z tymi umowami, że wybierając się do fryzjera, zastanawiałem się, czy bez spisanej umowy obetną mi moje włosy. Okazało się, że nie było tak źle – obcięli. Po powrocie do domu usiadłem wygodnie w fotelu i pomyślałem z rozrzewnieniem, bo łza zakręciła się w oku. Hen, tam daleko przez te trzy i pół dekady podpisałem tylko jedną jedyną umowę, gdy zamawiałem nowy dom. I nagle gdzieś z zaświatów usłyszałem najpierw znaną mi melodie, a za chwilę jakby z wyrzutem śpiewały wszystkie ściany i cały mój dom – Góralu czy ci nie żal?”. Tak, to zapewne do mnie, bo ja jestem przecież Góral z Jasnej Góry. Te właśnie polskie realia sprowadziły mnie na manowce, bo miałem przecież pisać tylko o Ameryce. Wracam zatem do tematu i zaczynam prawie od końca, czyli wracam do 2006 roku. Był to rok w którym w amerykańskiej prasie dominowały cztery tematy. Znana sprawa szalonych krów, nielegalnych cudzoziemców, osławionej amerykańskiej Konstytucji orazX-ciu Przykażą Bożych.

Wydawać by się mogło, że jest to co najmniej dziwne, że władze amerykańskie nie potrafią zlokalizować 11 milionów cudzoziemców, a potrafią śledzić dokładnie np. krowę urodzoną kilka łat temu gdzieś w Kanadzie. Potrafią śledzić aktualny jej pobyt, w Stanie Washington gdzie przebywa, potrafią także śledzić, gdzie przebywaj jej cielęta. Niestety, ani Rząd z całą swoją nadbudową i Służbami wyspecjalizowanymi nie są w stanie zlokalizować tych jedenastu milionów nielegalnych cudzoziemców, wędrujących po tym szerokim kraju. Byłem zawsze i nadal jestem zwolennikiem prostych rozwiązań i myślę, że ten nabrzmiały problem mogliby Amerykanie rozwiązać bardzo prosto i skutecznie. Powinni każdemu z tych nielegalnych cudzoziemców po prostu przypisać jedną krowę lub choćby jakieś małe cielę.

W tym pamiętnym roku, Amerykanie zaczynali budować w Iraku prawdziwą amerykańską demokrację, no i oczywiście należało rozpocząć ten proces od przygotowania konstytucji. Przede wszystkim zmienić mentalność Irakijczyków, żeby przestali nienawidzić wyzwolicieli spod jarzma Saddama. Jak to oficjalna prasa amerykańska tłumaczyła wówczas: “oni nas nienawidzą za naszą wolność”. Cała prasa poruszała ten temat przez kilka tygodni i prześcigała się w pomysłach. Nagle ktoś z iście amerykańskim praktycznym podejściem zaproponował genialne wprost rozwiązanie i ja też tak uważam. Dlaczego tak ciągle dyskutować i tracić czas na opracowanie dla kogoś nowej konstytucji? Najlepiej oddać Irakowi wypróbowaną Konstytucję Amerykańską! Została ona przecież opracowana przez grono zdolnych i mądrych patriotów, pracowała dla nich przez ponad 200 lat, a teraz przecież oni już jej więcej nie używają!

Należy także zastanowić się jaki jest właściwie prawdziwy powód, dla którego zabrania się eksponowania X Przykazań Bożych w amerykańskich urzędowych i salach rozpraw sadowych? Nie wolno przypominać w nich: nie kradnij, nie cudzołóż, nie mów fałszywego świadectwa… i to w budynkach, gdzie pełno jest prawników, sędziów i polityków. Nakazy takie wytwarzają podobno bardzo nieprzyjazny nastrój w pracy.

Skąd my to znamy? Ano, wiemy z własnego doświadczenia. Dziesięciorga Przykazań Bożych także nie wolno było, eksponować w naszym starym Kraju. Za to, jak w tej studenckiej piosence, na każdym kroku mieliśmy-”wszędzie tylko cień tajniaka i MKK i MKK” (Mały Kodeks Karny)…

Dziwny zbieg okoliczności, ale konstytucję też mieliśmy bardzo dobrą. Opracowały ją przecież tęgie głowy radzieckie – i my także nie używaliśmy jej. Natomiast z krowami w Polsce, było tak, jak z nielegalnymi cudzoziemcami w Ameryce. Trudno było je śledzić, ponieważ przewożone były z kołchozu do kołchozu zawsze tam, gdzie spodziewano się wizytacji dygnitarzy partyjnych.

Co kraj to obyczaj!

Były to w prawdzie trudne czasy, ale raz do roku osładzał nam je “dziadek Mróz”.

Natomiast to, co odczuwaliśmy wówczas tak bardzo boleśnie, podobno wszystko działo się dla naszego dobra, spie- śpiewaliśmy więc z wdzięczności: ukochany kraj, umiłowany kraj…

Stanisław Chęciński – 14 sierpień 2013 r.

dr inż. Stanisław Chęciński, były pracownik Politechniki Wrocławskiej, Stypendysta ONZ (USA, 1967 r). Od 1973 r. w USA Menadżer/twórca Zakładu Zawansowanych Technologii w lotnictwie (wyposaż. kabin lotniczych – także francuskich Airbusów). Patenty polskie i amerykańskie, a jeden z jego patentów odkupił od Amerykanów Siemens.

Działacz polonijny; Polski Instytut Naukowy – w Chicago Sekretarz. w Arizonie Prezes/założyciel Oddziału na Stan Arizona PIN-u; Kongres Polonii Amerykańskiej -Doradca Prezesa KPA d/s polskich i Przewodniczmy Komitetu Politycznego KPA; Polsko-Amerykański fundusz Stypandialny – Prezas; Polsko-Amerykański Komitet Imigracyjny – Vice Prezes; Komitet Narodow Ujarzmionych – Członek Organizacji: Klub Pułaskiego – Skarbnik.

Delegat z USA (1998 r.) na organizowaną przez Senat III Międzynarodowej Konferencji Praw Człowieka, a także delegat do Radia Maryja. Udział w kilku Zjazdach Polonii Świata organizowanych w Polsce. Pełnomocnik Premiera Olszewskiego na Stan Arizona. Felietony polityczne wygłaszane: w Głosie Ameryki i retransmitowane w RWE. Dlatego też teczka IPN-u posiada grubość 4 cm. Publikacje w prasie polonijnej na tematy aktualne i zagranicznej polityki amerykańskiej. Od 11 listopada 2007 r w Polsce, stały mieszkaniec Częstochowy.