Wszędzie spisek

Kamila Baranowska,
„DoRzeczy, nr 9/262, 26.02-4.03.2018.

Kryzys w relacjach polsko-izraelskich sprawił, że w obozie dobrej zmiany kwitną teorie spiskowe dotyczące tego, kto jest winien zamieszania i dlaczego musiało do niego dojść

Po wybuchu zamieszania związanego z nowelizacją ustawy o IPN i niespodziewaną, gwałtowną reakcją Izraela dość szybko w polityczno-dziennikarskim obiegu pojawiła się teoria spiskowa mówiąca o tym, że wszystko, co się stało, jest celową grą Zbigniewa Ziobry, obliczoną na osłabienie pozycji Mateusza Morawieckiego. Na kontrteorię nie trzeba było długo czekać. Z innych kręgów obozu Zjednoczonej Prawicy popłynęły opinie, że teorię o celowej grze Ziobry z premedytacją rozprowadzają po mediach i politykach ludzie z otoczenia premiera Morawieckiego, aby skompromitować nielubianego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Nie przesądzając, ile prawdy jest w każdej z powyższych teorii, sam fakt, że są one powtarzane przez polityków dobrej zmiany, pokazuje, że nie wszyscy uwierzyli w zawieszenie broni, które miało nastąpić między tymi dwoma ważnymi dla obozu Zjednoczonej Prawicy politykami.

Brak zaufania i wzajemna niechęć Mateusza Morawieckiego oraz Zbigniewa Ziobry nie były dla nikogo w PiS oraz okolicach tajemnicą. Ziobro do końca przekonywał prezesa, że odwołanie Beaty Szydło to zły pomysł. Przez ostatnie dwa lata Ziobro i Szydło zgodnie współdziałali, tworząc sojusz przeciwko rosnącemu w siłę i polityczną ambicję Morawieckiemu, którego wspierali Jarosław Gowin z Adamem Bielanem.

Kiedy okazało się, że decyzja o zastąpieniu Szydło Morawieckim zapadła ostatecznie, między Ziobrą a nowym szefem rządu miało dojść do porozumienia. – Morawieckiemu udało się dużo osiągnąć przy formowaniu swojego rządu. Pozbył się zarówno Macierewicza i Szyszki, którzy psuliby mu wizerunek, jak i nielubianego Radziwiłła. Adamczykowi, z którym też się nie dogadywał, ograniczył kompetencje. Dostał więc od prezesa Kaczyńskiego dużo, ale wyrzucenia Ziobry nie przewalczył – zwraca uwagę jeden z naszych rozmówców.

Kaczyński zastosował swój ulubiony polityczny manewr równoważenia poszczególnych polityków, tak by żaden z nich nie wybił się zanadto na niepodległość. W tej sytuacji jeszcze przed zaprzysiężeniem nowego rządu Morawiecki i Ziobro spotkali się w cztery oczy oraz powiedzieli sobie, że postarają się ułożyć relacje na nowo – bez wzajemnego podgryzania. Dzisiaj wydaje się to nieaktualne.

Nasi rozmówcy wskazują, że premier – tak jak wszyscy w rządzie i PiS – był bardzo zaskoczony gwałtowną reakcją Izraela na nowelizację ustawy o IPN.

Ci, którzy widzieli go w tamtych dniach na posiedzeniu rządu, opowiadają, że był chodzącym kłębkiem nerwów i powtarzał, że on nic złego przecież nie zrobił.

– Dlatego narracja, że to Ziobro i Jaki podłożyli mu tę świnię, mogła trafić na podatny grunt – wskazuje nasz rozmówca. Morawiecki potrzebował kilku dni, by się otrząsnąć z szoku i rozpocząć kontrofensywę.

ZAWIROWANIA NARASTAJĄ

Teoria, jakoby Ziobro odpowiadał za obecny konflikt międzynarodowy, jest jednak kulawa – uważają z kolei sympatycy ministra sprawiedliwości. Mówią, że owszem, nowelizacja ustawy o IPN powstawała w resorcie sprawiedliwości, ale to ani Ziobro, ani nikt z nim związany nie podjął decyzji o wyciągnięciu projektu z sejmowej zamrażarki właśnie teraz.

A do tego w czasie, gdy wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki zajmował się ustawą, premierem była przecież Beata Szydło. – Poza tym jak rozsądnie myślący człowiek może uważać, że wywołujemy konflikt międzynarodowy, żeby komuś zrobić na złość? Przecież to w nas uderza tak samo jak w cały rząd – zżyma się zwolennik Ziobry. – Zamiast skupić się na walce o dobre imię kraju w sytuacji kryzysowej, powstają jakieś teorie i spiski. Szkoda na to czasu i energii – dodaje.

Tymczasem machina spiskowych teorii rozkręca się coraz bardziej.

W ostatnich dniach pojawiła się kolejna, dotycząca zatrzymań CBA w sprawie prywatyzacji Ciechu. 12 lutego agenci CBA zatrzymali sześć osób, w tym m.in. byłego wiceministra skarbu w rządzie P0–PSL. Wszyscy usłyszeli zarzuty. Śledztwo dotyczy „niedopełnienia obowiązków” przy sprzedaży w maju 2014 r. akcji Ciechu na rzecz spółki należącej do grupy biznesowej Jana Kulczyka. Natychmiast w mediach pojawiło się pytanie, czy przy tej okazji zostanie przesłuchany także premier Mateusz Morawiecki. Dlaczego? BZ WBK, którego był prezesem, udzielił firmie Kulczyka kredytu na zakup Ciechu. Gdy onet.pl zastanawiał się, bazując na wypowiedziach posłów Platformy Obywatelskiej, czy premier zostanie przesłuchany w charakterze świadka, pojawił się komunikat prokuratury. „Nieprawdą jest, aby w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w prywatyzacji spółki Ciech SA, istniała konieczność dowodowa przesłuchania w charakterze świadka prezesa Rady Ministrów – Mateusza Morawieckiego” – napisał rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach (tam toczy się śledztwo).

Spora część polityków z obozu władzy uważa jednak, że zatrzymania akurat teraz i akurat w tej sprawie nie mogły być przypadkowe oraz że zarówno Ziobro, jak i Morawiecki doskonale o tym wiedzą. Zwłaszcza że śledztwo w tej sprawie toczy się od 2015 r. I tak jak w przypadku poprzednich teorii spiskowych także tym razem ludzie Ziobry twierdzą, że to ci od Morawieckiego rozpuszczają plotki o zemście, by ministrowi sprawiedliwości zaszkodzić. Oskarżają głównie Adama Bielana, polityka, który dziś jest blisko Morawieckiego, a z którym Ziobro jest skonfliktowany od lat.

Jeden z naszych rozmówców zwraca nam uwagę, że największe pretensje, przynajmniej te publiczne, są adresowane nie tyle do samego Ziobry, ile do jego zastępcy Patryka Jakiego, który przygotowywał nowelizację ustawy o IPN. I wskazuje, że w tle jest tu zupełnie inna rozgrywka. Chodzi o wybory samorządowe i walkę o prezydenturę Warszawy. PiS wciąż ostatecznie nie zdecydował, kogo wystawi do rywalizacji w stolicy. W grze są dwa nazwiska – marszałka Stanisława Karczewskiego i właśnie Patryka Jakiego. Z naszych informacji wynika, że Mateusz Morawiecki widziałby tam kogoś innego, człowieka ze swojego najbliższego otoczenia – Michała Dworczyka, szefa kancelarii premiera. Trudno będzie mu to jednak przewalczyć, bo choć Dworczyk w ostatnim czasie mocno zwiększył swoją obecność w mediach, to nadal jest postacią mało popularną i kompletnie nierozpoznawalną. A czasu do wyborów pozostało niewiele.

Trudno powiedzieć, komu teorie spiskowe bardziej dziś szkodzą – Ziobrze czy Morawieckiemu. Jarosław Kaczyński potrzebuje w rządzie ich obu i obaj zdają sobie z tego sprawę.

Paradoksalnie jednak obecny kryzys międzynarodowy wzmacnia szefa rządu.

– Co było największym problemem Morawieckiego? To, że nie jest z PiS-owskiej bajki. Było to widać po reakcji części naszych zwolenników, którzy nie mogli pogodzić się z odejściem Beaty Szydło.

To ją uważali za premiera idealnego, Morawiecki nie wzbudzał zaufania – tłumaczy polityk PiS.

CISZA W OKU CYKLONU?

Teraz to się zmienia. Twardy elektorat PiS jest zachwycony nieustępliwą postawą szefa rządu i stoi dziś murem za Morawieckim. – Im bardziej jest atakowany, tym więcej sympatii budzi u zwolenników PiS, tak to już działa. Ten konflikt uwiarygodnia go na prawicy – konstatuje nasz rozmówca. Takiego uwiarygodnienia nie potrzebuje Ziobro. Nawet gdy porzucił PiS, cieszył się dużą popularnością wśród prawicowych wyborców. Teraz cieszy się nią tym bardziej. Gorzej jest z kolegami z dawnej partii. W PiS do dziś wielu uważa za niewychowawcze to, że Ziobro pełni tak ważną funkcję w rządzie.

Słabe zakotwiczenie w PiS to także bolączka Morawieckiego. Jego otoczenie pracuje jednak intensywnie nad zmianą tego stanu rzeczy. Temu miało służyć niedawne zaproszenie posłów PiS do kancelarii premiera na spotkanie z Morawiec-kim. Posłowie podśmiewali się nieco ze sztywnej atmosfery i bankietowych stołów, ale docenili gest premiera, bo wcześniej takich spotkań, rozmów i konsultacji nie było. – Morawiecki umiejętnie buduje swoją pozycję, grając na kilku frontach. Z jednej strony eliminuje swoje słabe punkty, z drugiej dba o to, by dobrze odczytywać oczekiwania prezesa Kaczyńskiego. I to mu się udaje – mówi polityk z rządu.

Jarosław Kaczyński jest zadowolony ze swojej decyzji, by zrobić Morawieckiego premierem. Mówił o tym choćby w ostatnim wywiadzie dla „Do Rzeczy”.

– Bardzo sobie cenię Mateusza Morawieckiego. Chociaż jest w polityce świeży, to dobrze sobie radzi. Sprawdza się, jest bardzo pracowity, nabiera doświadczenia – stwierdził prezes.

Ziobro musi zdawać sobie sprawę, że im bardziej rośnie znaczenie Morawieckiego, tym bardziej jego wpływy mogą być zagrożone. Także te w spółkach Skarbu Państwa, o które miał z Morawieckim najwięcej zgrzytów.

Media spekulują, że test, jak się mają relacje premiera i prokuratora generalnego, może nastąpić już pod koniec lutego.

Wtedy ma się odbyć walne zgromadzenie PZU, w którego programie są m. in. zmiany w radzie nadzorczej. Dzisiaj w tej spółce Skarbu Państwa karty rozdają ludzie Ziobry. Już raz Morawiecki próbował to zmienić, wtedy zainterweniowała premier Beata Szydło, obejmując bezpośredni nadzór nad spółką i zachowując w niej wpływy Ziobry. Wszyscy zastanawiają się, czy przypadkiem Morawiecki nie zechce powtórzyć próby. – To bzdura, chodzi o czystą formalność, trzeba uzupełnić skład rady, bo jeden z członków zmarł. Rozumiem, że fani teorii spiskowych będą bardzo zawiedzeni – komentuje jeden z naszych rozmówców. Tylko przez chwilę, do czasu powstania nowych. Produkcja teorii spiskowych to jedno z ulubionych zajęć wszystkich polityków.

Opracowanie: Janusz Baranowski – Tatar Polski, twórca Solidarności, potomek Powstańców Styczniowych, Legionistów, Generałów, Harcerzy, Szarych Szeregów, Żołnierzy Wyklętych