Geniusz prowokacji

Ku przestrodze dla moich czytelników. Na pochybel władzy…
Janusz Baranowski – Tatar Polski, twórca Solidarności, potomek Powstańców Styczniowych, Legionistów, Generałów, Harcerzy, Szarych Szeregów, Żołnierzy Wyklętych

Waldemar Łysiak, „DoRzeczy”, Nr 13/266, 16.03 – 2.04.2018

Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”: „Byle nie szpieg rzgdowy…”

Zbliżamy się do 30. rocznicy zrzucenia z rąk i nóg Polski pęt komunizmu. W miarę upływu lat przybywa dokumentów i świadectw, dzięki którym coraz większa liczba patriotów (również akademickich historyków) przestaje wierzyć, że udanej rewolty dokonała spontaniczna „Solidarność”. Wzmacnia się przekonanie, iż zaklepana Magdalenkowymi toastami „transformacja” systemu była rodzimą pieriestrojkową prowokacją bezpieki, ukierunkowaną na geszeft: my [„służby” i nomenklatura partyjna) oddajemy wam władzę polityczną, a wy (KOR i wszelka inna „opozycja koncesjonowana”) oddajecie nam cały majątek tego kraju, byśmy się mogli „uwłaszczyć” i tym samym dalej trzymać ster. Jeden z nielicznych autentycznych herosów wierchuszki „solidarnościowej”, Andrzej Gwiazda, mówi o tym wprost: „ — To wszystko była robota służb. Między bajki należy włożyć legendę, że to «Solidarność» obaliła komunizm. Komunizm, czyli partię, obaliło jej zbrojne ramię, czyli służby specjalne” (2015).

Taka prowokatorska maestria nosi już od ponad pół wieku nazwę: „azefizm”.

Wybitny polski sowietolog emigracyjny Ryszard Wraga (Jerzy Niezbrzycki) pisał w latach 50-ych stulecia XX: „Podstawową cechą rosyjskiego charakteru jest azefizm (dwustronna prowokacja, oparta na zasadniczej sprzeczności celów i idei), który powstał w narodzie rosyjskim w wyniku wielowiekowego ucisku i tyranii policyjnej państwa. Podstawową cechą charakteru polskiego jest hamletyzm (brak decyzji pokryty kwietyzmem — słowa, słowa, słowa…], wytworzony w narodzie polskim przez nałóg ciągłego szukania oparcia poza sobą (…) Choć pod wieloma względami Azef jest bratnią duszą Hamleta, lecz Hamlet nie jest w stanie walczyć z Azefem Można się spierać, wszakże jedno nie ulega wątpliwości: uprawiany od Jaskini fach, który Francuzi zwą „agent provocateur” (ów francuski termin stał się międzynarodowym), miał przez tysiąclecia wielu wirtuozów, jednak za „boga prowokacji”, za mistrza wszech czasów, uznano Azefa. Tak jak synonimem/symbolem łucznika jest Robin Hood, kusznika — Wilhelm Tell, muszkietera — d’Artagnan, odkrywcy — Kolumb, tak gdy idzie o prowokację polityczną (spiskową, rewolucyjną, terrorystyczną, etc.) —Azef. To nazwisko pełni rolę „logo” prowokatorstwa.

CZŁOWIEK OCHRANY

Jewno Azef (Jewus Azew) urodził się roku 1869 w Łyskowie (powiat wołkowyski guberni grodzieńskiej) jako syn biednego żydowskiego krawca Fiszela Azefa. Gdy miał 5 lat familia Azefów przeniosła się do Rostowa nad Donem, gdzie Fiszel otworzył sklep tekstylny, a Jewno ukończył gimnazjum (1890). Potem imał się pracy biurowej, korepetycji, dziennikarstwa i kupiectwa, by wreszcie zwiać za granicę (1892). Według jednych dlatego, że bał się aresztowania, bo miał kolegów „wywrotowców”, a według drugich dlatego, że ukradł pewnej firmie 800 rubli.

Studiując politechnicznie w Karlsruhe i w Darmstadt (dyplom inżyniera elektrotechnika 1899), Azef cierpiał wskutek braku gotówki (nie tylko na studiowanie i utrzymanie, bo był kobieciarzem oraz hazardzistą), postanowił więc wyciągnąć trochę grosza od rosyjskich tajnych służb.

Wysmażył (1892) list do petersburskiego Departamentu Policji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, informując, że wśród rosyjskich kolegów studentów widzi sporo spiskowców-rewolucjonistów, których mógłby — za odpowiednim wynagrodzeniem — inwigilować i składać raporty władzom. Władza zareagowała „na to jak na lato”— został bezzwłocznie zwerbowany (początkowo 50 rubli miesięcznie, później 100, itd.), a że „sypał” regularnie i dzięki jego donosom statystyki aresztowań puchły — wkrótce wzięła go pod swoje skrzydła złowroga Ochrana.

Ochrana (Ochrannoje Otdielenije — Wydział Ochrony) powstała na gruzach wcześniejszych tajnych policji rosyjskiego imperium (III Oddział Kancelarii Carskiej, Korpus Żandarmerii, etc.). Lokalnie (Sankt Petersburg) miała pierwociny w 1866 roku jako „Otdielenije po ochranieniju obszczestwiennoj biezopastnosti i poriadka” (Wydział ochrony porządku i bezpieczeństwa państwowego), a ogólnokrajowo rozprzestrzeniła się wskutek udanego zamachu rewolucjonistów na cara Aleksandra II w marcu 1881. Kilka miesięcy później (sierpień) uczyniono z Ochrany potężną wszechrosyjską i zagraniczną siłę uderzeniową, mającą pacyfikować coraz to silniejsze lewackie bandy, które zmierzały do obalenia caratu. Formalnie była podporządkowana Departamentowi Policji MSW, lecz z biegiem lat uzyskała autonomiczną wręcz niezależność.

Głównym instrumentem Ochrany stali się bezzwłocznie agenci działający „pod przykryciem” (wtyczki wewnątrz organizacji „wywrotowców”), a pierwszym dużym poligonem działań rozgrywka (przed połową lat 80-ych XIX wieku) z Narodną Wolą, organizacją rewolucyjną uważającą terror za główne narzędzie walki. Chociaż „narodnikom” udało się wysadzić w powietrze cara Aleksandra II, jednakże oficer Ochrany Grigorij Sudiejkin zdołał wetknąć do organizacji kilku swoich agentów (studentkę Babiczewą, braci Diegajewów), tak iż przed rokiem 1884”cała Narodna Wola, jej kierownictwo i jej prasa, była już pod kontrolą Ochrany” (Aleksiej Lewin, 2010).

Wśród epigonów Narodnej Woli znajdowały się rozmaite „wywrotowe” stowarzyszenia o różnych — mniej lub bardziej bojowych — programach walki z caratem. Pałeczkę bezlitosną, stricte terrorystyczną, przejęła Partia Socjalistów—Rewolucjonistów (PSR), a konkretnie jej Organizacja Bojowa (OB), zawiązana u schyłku roku 1901. Szefowie Ochrany nie omieszkali umieścić wewnątrz niej kilku swoich agentów obojej płci, między innymi Azefa.

SZEF TERRORYSTÓW

Wstępując do PSR Azef deklarował oczywiście socjalistyczną kontrcarską ideowość, lecz w istocie miał wszelkie idee gdzieś, interesowały go jedynie wypłaty jurgieltu z rąk kasjera Ochrany. Zdarzało mu się nawet nie ukrywać tego gdy rozmówcą był ktoś, kto nie mógł zgnoić go donosem. Aleksemu Pieszechonowi bez ogródek powiedział:

— Drogi panie! Czy pan rzeczywiście wierzy w socjalizm?… To dobre dla młodzieży i dla robotników, ale nie dla pana i nie dla mnie.

Zatem może wierzył w sam terror?

Jego towarzysz partyjny, Wiktor Czernow, napisze po latach: „On nie wierzył w jakikolwiek ruch masowy będący siłą rewolucyjną — uznawał tylko terror, czyli bezpardonową krwawą walkę. Czuł pogardę do agitowania, uświadamiania i organizowania mas, do wszelkiej propagandy. Zawsze twierdził, że «Rewolucja» to skuteczne uderzenie kilku członków tajnej organizacji bojowej”. Należy i tu wątpić. Azef rewolucję, terror, wszelkie „bojowe” uniesienia miał w tym samym miejscu co ideę socjalistyczną — w końcowym odcinku jelita grubego. Pasjonowały go, jak już rzekłem, wyłącznie” dieńgi”.

Dzięki przebiegłości robił wewnątrz organizacji karierę błyskawiczną.

W czerwcu 1903 roku został członkiem Komitetu Centralnego PSR i zaraz potem dowódcą („członkiem zarządzającym”) Organizacji Bojowej, która teraz (sierpień 1904), mocą nowego, dyktowanego przezeń statutu, wyemancypowała się od PSR, stając jednostką samodzielną. Mógł robić co chciał. Aczkolwiek trzy lata później (październik 1906), wskutek wewnętrznej kontestacji, został zdymisjonowany, zaś Organizację Bojową przemianowano na Grupę Bojową KC PSR (jej szefem mianowano Lwa Zilberberga), lecz szybko zadenuncjował całe to towarzystwo i mógł na opuszczony dzięki aresztowaniom tron wrócić bez problemu.

Kierując swą szajką stosował reguły, których nie pochwaliłoby żadne grono prawdziwych ideowców. Nie przyjmował do OB żarliwych/gorliwych entuzjastów rozprawy z caratem, naiwnych miłośników rewolucji, tylko cynicznych intruzów, którzy tłumili lub „olewali” emocje. Co można uznać za przejaw pragmatyzmu. Podobnie jak selekcję denuncjowanych przez niego. Stanisław Cat-Mackiewicz: „Będąc denuncjatorem wydawał Azef policji taki materiał ludzki, który był mu mniej potrzebny do dalszej roboty. Chętnie wydawał ideologów, publicystów, idealistów, partyjnych hamletów i tego rodzaju większych ludzi. Oszczędzał i chronił przed aresztowaniami zahartowanych pracowników rewolweru i bomby, niezłomnych zbójów, kochających terror” (1961).

A wszystko to — cały ów krwawy fedrunek (o którym niżej) — nie przeszkadzało mu grać playboya (co ciekawe: nie przeszkadzała mu w tym również obleśna, napuchła facjata, i ogólny wygląd spasionego wieprza). Szlajał się nie tylko po całej Rosji (od „Peterburka” do Krymu), lecz i po całej Europie (Niemcy, Dania, Szwecja, Szwajcaria, Francja; ulubioną jego „metą” wakacyjną było Alessio na włoskiej Rivierze, skąd urywał się do Monte Carlo, by przy ruletce pozbyć się paru rubelków).

ZAMACHY NA OKRĄGŁO

Podczas ówczesnej, przedrewolucyjnej rosyjskiej „zabawy w policjantów i złodziei” Azef oszukiwał każdą ze stron, i od każdej brał pieniądze („eserowców” finansowo wspierała też zagranica, dostarczał im fundusze m.in. sławny brytyjski szpieg Sidney Reilly). Setki rewolucjonistów należących do różnych organizacji zostało wydanych Ochranie przez Azefa, lecz równocześnie z rąk ludzi Azefa ginęli dygnitarze państwowi i agenci państwowych służb (Ochrany także]. Był „podwójnym agentem”— prowokatorem obustronnym. Wszystkich zamachów, które zorganizował, nie zdołam nadmienić w krótkim eseju — oto te główne:

Celem personalnym bojówek PSR z natury rzeczy byli kolejni szefowie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, czyli urzędowi zwierzchnicy wszystkich carskich tajnych służb. 2 kwietnia 1902 roku student uniwersytetu kijowskiego Stiepan Bałmaszow, przebrany za adiutanta wielkiego księcia Siergieja, wszedł do gmachu ministerstwa, poczekał na przyjazd ministra Dimitrija Sipiagina, wręczył mu lalakowaną kopertę (wewnątrz znajdował się wyrok śmierci) i strzelił dwa razy, trafiając w szyję i żołądek. Sipiagin zmarł nim dowieziono go do szpitala, a Bałmazowa powieszono.

Następcą Sipiagina został Wiacziesław Plehwe. 28 lipca 1904 roku wysłani przez Azefa terroryści obstawili cały Prospekt Izmaiłowski, którym Plehwe miał jechać do Pałacu Zimowego z raportem dla cara. Każdy „miotacz” (tak ich zwano) niósł bombę o dużej sile wybuchu. Kareta Plehwego, ubezpieczana innymi pojazdami Ochrany, pędziła w antyzamachowym tempie, lecz wskutek jakiejś przeszkody zwolniła na moment koło hotelu „Warszawskiego”, gdzie czaił się Jegor Sazonow (ksywa „Abel”). Ciśnięta przezeń bomba trafiła okno drzwiczek pojazdu, rozrywając na strzępy stangreta, żandarma i Plehwego. Ciężko ranny Sazonow otrzymał wyrok bezterminowej katorgi i wkrótce (1910) popełnił samobójstwo.

4 lutego 1905 roku wielki książę Siergiej Aleksandrowicz, gubernator Moskwy, stryj i wpływowy doradca cara Mikołaja II, wyjechał karetą z Pałacu Nikolskiego i kiedy dotarł do Placu Senackiego poczęstowano go bombą rzuconą przez „miotacza” Iwana Kalajewa spod Nikolskiej bramy Kremla. Trup na miejscu. Zanim Kalajewa powieszono, odwiedziła go w więzieniu Butyrki żona wielkiego księcia, Elizawieta Teodorowna, i wręczyła mu święty obrazek, nalegając:

— Proszę to wziąć ode mnie, będę się modliła za pana.

Wszystkie te organizowane przez Azefa zamachy wstrząsały całą Rosją i światową opinią publiczną. Bardzo głośna była również egzekucja popa Gieorgija Apollonowicza Hapona, którego na całym świecie rozsławiła „krwawa niedziela” (22-1-1905), kiedy to plutony żandarmerii zmasakrowały przed Pałacem Zimowym pokojową demonstrację robotników (z górą tysiąc zabitych) organizowaną przez Hapona — ta rzeź była detonatorem radykalizacji proletariatu rosyjskiego. Hapon grał przeciwnika caratu, lecz kierowała nim głównie chciwość, więc Departamentowi Policji udało się kupić go bez trudu. O czym dowiedział się Azef, który bardzo nie lubił konkurencji, kazał tedy swoim ludziom zgładzić Hapona. Popa zwabiono do willi pod Petersburgiem i powieszono na haku wiosną roku 1906.

Obok licznych udanych zamachów zdarzały się też „bojowcom” Azefa nieudane próby, jak choćby atak na generała-guber- natora Moskwy Fiodora Dubasowa (marzec 1906), lecz bilans ogólny był wielce satysfakcjonujący „eserowców”.

WPADKA

Jesienią 1906 roku do „eserowca” Rostowskiego (członka petersburskiego komitetu PSR) przyszła tajemnicza dama z listem od niejakiego Mieńszczikowa zawierającym informację, że Ochrana uplasowała wewnątrz partii kilku swych agentów, a pośród nich są „zesłaniec T.” oraz „inżynier Azijew”. Drugie sformułowanie wskazywało na Azefa, lecz gremia partyjne wzięły to za prowokację policyjną, wykluczając, by dowódca Organizacji Bojowej PSR zdradził (udane zamachy stanowiły legitymację jego oddania). Natomiast pierwszą informację potraktowano bardzo serio, bezzwłocznie kojarząc ją z podejrzewanym już wcześniej Nikołajem Tatarowem, który spędził na syberyjskim zesłanu 5 lat. Tatarów był istotnie prowokatorem Ochrany, czego nie wiedział Azef, który — jak już mówiłem — z pasją likwidował konkurentów. Tatarowa zastrzelono w warszawskim mieszkaniu jego ojca, popa Jurija Tatarowa. Tym razem upiekło się jeszcze wirtuozowi prowokacji, lecz „sprawa Tatarowa” dowodziła, iż demaskowanie Azefa właśnie się zaczęło, ponieważ niektórzy rewolucjoniści czuli odtąd wobec niego nieufność i baczniej patrzyli mu na ręce. Był wśród nich „eserowiec” Władimir Burcew, który założył prywatny tajny kontrwywiad do wyłapywania „szczurów” czyli „sekrietnych sotrudnikow” reżimowej policji (przykrywką stało się prowadzenie przezeń historycznego czasopisma „Byłoje” i pisanie kroniki ruchu rewolucyjnego).

Burcew-kronikarz dobrze pamiętał, że już w 1903 roku student-agitator N. Krestianinow poinformował władze partii, iż według znajomego mu współpracownika policji, niejakiego Pawłowa, Azefto szpicel. Wyśmiano ten zarzut, bo młodzian nie mógł przedstawić żadnych dowodów. Kilka lat później u Burcewa zjawił się sfrustrowany butą zwierzchników pracownik warszawskiej Ochrany Michaił Bakaj i wyznał mu, że na samym szczycie PSR działa agent Ochrany o kryptonimie „Raskin”, lecz nie znał jego nazwiska. Burcew był przekonany, iż „Raskin” to jedna z wielu partyjnych i policyjnych ksywek Azefa („Toistyj”, „Walientin Kuźmicz”, „Iwan Nikołajewicz”, ”Winogradów”), ale znowu nie miał dowodów. Tymczasem Bakaj zadenuncjowany przez Azefa (który dowiedział się o wszystkim) wylądował na katordze.

Szczęście uśmiechnęło się do Burcewa A.D. 1908. W pospiesznym pociągu zauważył znajomego arystokratę, byłego dyrektora Departamentu Policji MSW, Aleksego Łopuchina. Przysiadł się, a wiedząc, że Łopuchin to liberał, którego zdymisjonowano za kontestowanie prowokatorskich metod służb specjalnych, począł go męczyć o wyjawienie mu nazwiska prowokatora noszącego pseudo „Raskin”. Dygnitarz długo się opierał i dopiero gdy dojechali do jego stacji, biorąc walizkę mruknął:

— Żadnego Raskina nie znam, a inżyniera Jewno Azefa widziałem wszystkiego kilka razy.

Za te słowa, które dla Burcewa były potwierdzeniem identyfikacyjnym, Łopuchin został później (1909) skazany na zesłanie, a sam Burcew, gdy powiadomił partię, stanął przed sądem Komitetu Centralnego PSR jako oszczerca! Wybronił się wszelako, i raz puszczonej w ruch machiny podejrzeń nie dało się już zatrzymać.

KONIEC GRY

Powołany przez KC PSR sąd rozpatrywał podejrzenia wobec Azefa do końca roku 1908. Prócz świadectwa Łopuchi- na i dawnego donosu Kriestianinowa przywoływano też stare, obciążające go zeznania członka Ochrany odeskiej, Sorokina, i kontrAzefowskie świadectwa saratowskich „eserowców”, lecz sądzącym brakowało pewności, a to skutkowało brakiem jedności (tylko czterech spośród osiemnastu żądało wyroku śmierci, reszta była chwiejna). Gdy jednak Azefa wezwano na kolejne przesłuchanie, a ten — wystraszony — uciekł, wątpliwości się pozbyto. Wyrok („skazanie prowokatora współpracującego z carską tajną policją”) opublikowały „Znamia Truda”, centralny organ PSR. „Eserowskim” tropicielom (w rosyjskim policyjnym slangu zwano takich inwigilatorów „filierami”) nie udało się zdrajcy zlokalizować. Zaszył się bowiem pod fałszywym nazwiskiem w Niemczech, u swej kochanki „Heddy”.

Azef był żonaty i dzieciaty, lecz z wiernością małżeńską było u niego jak z wiernością polityczną. Kochanki zmieniał niczym przysłowiowe rękawiczki, aż jedna wzięła go wreszcie na krótką smycz. Historycy nie znają jej nazwiska, tylko inicjał {„paniŻ.”) i pseudonim sceniczny: „La Bella Heddy de Hero”. Była niemiecką artystką kabaretową o pysznej urodzie i kiepskiej reputacji, chętnie produkującą się w Petersburgu, gdzie Azef poznał ją podczas występu kawiarnianego. Stracił dla niej głowę jak sztubak, co mocno denerwowało jego kolegów partyjnych, bo szastał pieniędzmi, by jej imponować. Jeździli po całej Europie i dalej — najchętniej do Hiszpanii, Grecji i Egiptu — zatrzymując się w drogich kurortach, balując w drogich lokalach, przesiadując w teatrach i kasynach. Żołdu denuncjacyjnego od Ochrany starczało na wszystko.

Ostatnie kilka lat życia (1909-1918) Azef spędził jako obywatel Berlina Aleksander Neumaier (Neymeyer), kupiec prowadzący sklep bławatny. Kupił go za biżuterię „Heddy”, bo jego własne oszczędności, trzymane w rosyjskich obligacjach, wyparowały wskutek upadku tychże. Przebierał się i nosił peruki, gdyż był już sławny — wszystkie europejskie gazety publikowały zdjęcia Azefa. Niemieckie władze wiedziały wszelako kto zacz, więc kiedy wybuchła I Wojna Światowa został aresztowany bez postawienia mu formalnych zarzutów (myślał, że Niemcy aresztowali go jako agenta rosyjskiego, tymczasem aresztowali go jako niebezpiecznego rewolucjonistę!). Przesiedział 30 miesięcy i wkrótce po zwolnieniu zmarł (24-IV-1918) wskutek niewydolności nerek, której się nabawił hulaszczym życiem (sam twierdził, że przez koszmarne warunki pobytu w celi więzienia Moabit). Grzebano go 26 kwietnia 1918 roku na berlińskim cmentarzu Wilmersdorf. Za trumną szły tylko dwie osoby: „Hedda”i jej matka.

Przypadek Azefa budzi parę refleksji natury ogólnej. Penetrowanie organizacji spiskowych „wtyczkami”ma brodę sięgającą wczesnego Antyku lub jeszcze starszą. „Kiedy zbiera się czterech spiskowców, dwaj z nich to moi ludzie”. Z ust którego szefa policji bądź żandarmerii wyszła ta sentencja? Historycy pewności tu nie mają — przypisuje się te słowa de Sartinesowi (szefowi policji króla Ludwika XV), Le- pinowi (francuskiemu prefektowi policji przed I Wojną Światową) i sławnemu ministrowi policji cesarza Napoleona Józefowi Fouchemu. Ten ostatni — chociaż miał swoich „kretów” w siatce wandejskich szuanów — nie zdołał zapobiec wigilijnemu (1800) zamachowi na Pierwszego Konsula tzw. „machiną piekielną” w uliczce Saint-Nicaise (20 trupów, 60 rannych, kilkadziesiąt domów zniszczonych). Azef ciągle podniecał swych kamratów wizją zamachu na samego cara, lecz dyskretnie paraliżował wszelkie usiłowania zmierzające w tym kierunku. Konkluzja: żadna liczba „wtyczek” umieszczonych wśród spiskowców przez służby specjalne reżimu nie jest w stanie uchronić państwa/mocarstwa przed ruiną, gdy system gnije. Ochrana miała agentów nie tylko w PSR, lecz i wśród bolszewików (Malinowski et consortes), a jednak bolszewicy obalili carat. Żadna liczba kapusiów uplasowanych w organizacjach dżihady- stowskich nie uchroni Starego Kontynentu przed islamizacją jeśli Europa będzie dalej moralnie gnić.

Opracowanie: Janusz Baranowski – Tatar Polski, twórca Solidarności, potomek Powstańców Styczniowych, Legionistów, Generałów, Harcerzy, Szarych Szeregów, Żołnierzy Wyklętych