Walczyć, czy się sprzedać?

Mirosław Kokoszkiewicz, Warszawska Gazeta, 18/568, 4-10.05.2018

Kiedy w końcu dotrze do większości moich rodaków, że w Polsce po 1989 r. ukształtowała się uprzywilejowana kasta ludzi, którzy po prostu nami wszystkimi gardzą? Gardzą naszą wiarą, tradycją, piękną historią. Oni gardzą Polską, a sami są tak naprawdę zakompleksionymi moralnymi karłami, którzy gdzieś w środku wyczuwają tę swoją mentalną liliputowatość.

Jesteśmy w dziesiątce najszybciej wymierających nacji na świecie. Te wszystkie programy z plusem w nazwie próbują rozpaczliwie odwrócić te zabójcze dla Polski i Polaków tendencje. Taki dramat powinien jednoczyć wszystkich bez względu na wyznawany światopogląd czy przynależność partyjną. A co oni na to? Ta banda wynarodowionych kretynów rży ze śmiechu, bo znaleźli sobie kolejny wdzięczny temat do kpin z władzy.

Jestem pod wrażeniem mocnej odpowiedzi, jakiej dr Ewa Kurek udzieliła ujadającej psiarni, która skutecznie uniemożliwiła przyznanie jej nagrody im prof. Jana Karskiego podczas planowanej uroczystości w Konsulacie Polskim w Nowym Jorku. W opublikowanym tydzień temu na łamach „Warszawskiej Gazety” artykule Analfabeci w natarciu Ewa Kurek nie tylko wytknęła politykom i dziennikarzom brak merytorycznej wiedzy na temat stosunków polsko-żydowskich, ale także słusznie zwróciła uwagę na inne znane nam zjawisko. Chodzi o to, że tak zwane elity III RP to wyjątkowo podatni na wszelkie naciski mali, zakompleksieni ludzie, którzy na byle tupnięcie nogą przez jakieś wpływowe środowiska natychmiast podkulają ogon i ostentacyjnie demonstrują swoją uległość i poddaństwo. Prawicowi wyborcy także musieli przełknąć kolejną gorzką pigułkę, widząc, jak polskie władze biorą nogi za pas, usłyszawszy wrzaski paru Żydów i „Gazety Wyborczej”. W przypadku prawicy mamy większy problem, ponieważ znamy polityków, którzy mają stałe poglądy i swoje własne zdanie, tylko że ze zwykłego tchórzostwa boją się je prezentować.

Nie będę dzisiaj pisał o stosunkach polsko-żydowskich, ale właśnie o tych łże-elitach, które przez kilkadziesiąt lat zdominowały wiele dziedzin życia w naszym kraju, wydając na świat coraz bardziej odrażające ludzkie potworki. Wspólnym mianownikiem łączących kolejne pokolenia tych pseudoelit jest ich patologiczna zdolność do zdrady. Oni na często pojawiające się w naszej historii pytanie: walczyć czy się sprzedać? – zawsze zgodnym chórem odpowiadali: sprzedać. Obojętnie, czy zaborcom, okupantom, zagranicznym protektorom, czy wrogiej ideologii, bo dla nich ważne, by żyło się lepiej, jak głosiło pamiętne zwycięskie hasło Platformy Obywatelskiej w wy-borach z 2007 r. Jednym słowem, namnożyło nam się w III RP ćwierćinteligentów przypominających do złudzenia docenta Zenobiusza Furmana z serialu Alternatywy 4, który twindzil, że zamiast „solidarności” woli „wzajemność”, oczywiście swoich ze swoimi, co zawsze do-prowadza do tego, że kierujące się taką filozofią „elity” bardzo szybko stają się popychadłami różnych wrogich Polsce dozorców Aniołów.

Ta wspomniana „wzajemność”, która zastąpiła po 1989 r. „solidarność”, doprowadziła do zupełnego oderwania się tychże łże-elit od społeczeństwa lub – powiem bardziej pompatycznie – od narodu, a więc także od pojedynczego szarego człowieka.

Ostatnio podczas kolejnego odcinka telewizyjnego serialu pod tytułem Komisja reprywatyzacyjna przysłuchiwałem się wyznaniom ostatniego lokatora kamienicy przy ulicy Dahlberga 5 w Warszawie, pana Janusza Baranka, który mimo szykan czyścicieli kamienic nie dał się do dziś wykurzyć ze swojego mieszkania. Tę wstrząsającą i trwającą godzinami opowieść skrzywdzonego człowieka próbowała przerwać zatrudniona przez warszawski ratusz pani mecenas Zofia Gajewska, która stwierdziła: – Dzisiaj komisja zebrała się, obraduje, dziewięciu członków, kilkadziesiąt osób obsługi, by zająć się jednym lokatorem, tak? Jak podliczymy koszta, to może starczyłoby na mieszkanie. My zajmujemy się lokatorami kompleksowo, a komisja jednym.

Drodzy czytelnicy, ta reprezentująco warszawkę i suto opłacana przez „Bufetową” paniusia nawet nie zdawała sobie sprawy z niestosowności słów, które wypowiedziała. Dla niej zajmowanie się losem tego ostatniego mieszkańca, który oparł się mafii reprywatyzacyjnej „kompleksowo zajmującej się lokatorami”, to strata czasu i pieniędzy. Daję sobie głowę uciąć, że owa pani do dziś nie jest w stanie w swoim elitarnym intelektem pojąć, że właśnie na oczach milionów Polaków dała pokaz niebywałej wprost pogardy dla zwykłego pokrzywdzonego człowieka. Ona napluła wszystkim Polakom w twarz i zapewniam, że nie widzi w tym niczego niestosownego. Takich ludzi, których postrzeganie Polski nie wykracza poza rogatki warszawki i krakówka oraz problemy własnego towarzystwa wzajemnej adoracji, jest mnóstwo. Dziesiątkami i setkami schodzili oni z taśm produkcyjnych państwowego potworka o nazwie III RP. Weźmy kolejny przykład. Po konwencji PiS, podczas której zaprezentowano między innymi program Mama+ na antenie lewackiego Radia Tok FM odbyła się dyskusja, której fragment teraz przytoczę.

Agata Szczęśniak z portalu oko. press:

– PiS zaproponował emeryturę dla kobiet, które wychowały czwórkę dzieci. To jest śmieszne. Jeśli popatrzymy na liczby, to tych kobiet jest bardzo niewiele, koszt dla budżetu jest też niewielki. Jest to arbitralne zdecydowanie, że akurat te kobiety, które wychowały czwórkę dzieci dostaną emeryturę. Poza tym to wszystko jest unurzane w retoryce: „Macie więcej rodzić, macie mieć dużo dzieci, macie szybko mieć te dzieci”. Wyścig rozrodczy!

Paweł Wroński (wyraźnie rozweselony) z „Gazety Wyborczej”:

– Zawody w rodzeniu mi się podobają najbardziej. To jest fajne! Te zawody w rodzeniu jakoś mi zapadły w pamięć.

Szczęśniak szczęśliwa, że udało jej się rozbawić redaktora Wrońskiego, dodaje szybko:

– Kobietom też bardzo zapadły w pamięć. Kobieta, która występuje tylko jako królik.

Szanowni Czytelnicy, przyjrzyjmy się z bliska, z czego tak naprawdę rechoczą te lewackie miernoty. Choć od czasu, kiedy władzę w Polsce przejęła Zjednoczona Prawica, liczba rodzących się dzieci wzrosła, to jednak Polska nadal jest w niechlubnej światowej czołówce państw o ujemnym przyroście naturalnym. Demografowie biją na trwogę, a drastyczny spadek tak zwanego współczynnika dzietności wśród kobiet w wieku 16-49 lat nazywają wielką polską zapaścią demograficzną. Mówiąc najprościej, więcej nas umiera, niż się rodzi, i jeżeli taka sytuacja będzie się utrzymywała, to nie będziemy już pytać, czy, ale kiedy naród polski wymrze Jesteśmy w dziesiątce naj-szybciej wymierających nacji na świecie. Te wszystkie programy z plusem w nazwie próbują rozpaczliwie odwrócić te zabójcze dla Polski i Polaków tendencje. Taki dramat powinien jednoczyć wszystkich bez względu na wyznawany światopogląd czy przynależność partyjną. W obliczu takiego wielkiego zagrożenia dla biologicznego bytu narodu w tym jednym punkcie zapanować powinna zgoda. Czas odwrócić demograficzną zapaść, do której doprowadziły kolejne rządy III RP. A co oni na to? Ta banda wynarodowionych kretynów rży ze śmiechu, bo znaleźli sobie kolejny wdzięczny temat do kpin z władzy.

Przypomnijmy teraz, co mówił w wywiadzie dla „Gazety Wy-borczej” lewacki guru z profesorskim tytułem Zbigniew Mikołejko z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN:

– One stały się częścią armii Kaczyńskiego, co pokazuje statystko, bo 54 proc. kobiet w wieku rozrodczym poparło PiS. Zostały kupione za te 500 złotych i mają w nosie naszą wolność. […] Ich winy są najzupełniej oczywiste. Te nigdy niedomknięte furtki. Dzieciaki puszczone samopas, gdziekolwiek, a najlepiej na mój trawnik. To ich durne puszenie się świeżym macierzyństwem, które uczyniło z nich – przynajmniej we własnym mniemaniu – królowe balu. Patrzę więc, jak to idą i gdaczą, jak stroją fochy, uważając się za Bóg wie co. Jak pytlują nieprzytomnie, gdy tymczasem ich potomstwo obrzuca się piachem albo wyrywa sobie nawzajem włosy. Dzieci najwyraźniej potrzebne im do tego, aby coś znaczyć. Być Kimś. J Domagać się urojonych praw i zawieszenia społecznych reguł.

Jak widać, my, zwykli Polacy, wyraźnie przeszkadzamy owym żyjącym w swoim her metycznym światku i do cna zdegenerowanym „elitom”, które jednak nie widzą niczego zdrożnego w tym, że od lat pasożytują na ciele naszego narodu, jednocześnie szkodząc mu i plując na niego. Nieustannie próbują edukować i uczyć nas kultury i nowoczesności w lewackim stylu. W pierwsze wakacje po wprowadzeniu programu Rodzina 500+ niemiecki „Newsweek” alarmował: Wakacje nad Bałtykiem? Mamy najazd Hunów, a celebrytka Agata Młynarska pisała na Facebooku:

„Podróż samochodem z Helu do Trójmiasta w lipcowy dzień potrafi trwać 6 godzin. We Władysławowie jest totalny armagedon – zjechali wszyscy państwo Kiepscy z rodzinami i przyjaciółmi, jedzenie jest drogie i przeważnie niedobre – ryby smażone na oleju nie pierwszej świeżości, królują gofry i fryty. Wszędzie gra muzyka, w każdej knajpie faceci w gastronomicznej ciąży opędzają się od swoich dzieci i umęczonych żon.

Kiedy w końcu dotrze do większości moich rodaków, że w Polsce po 1989 r. ukształtowała się uprzywilejowana kasta ludzi, którzy po prostu nami wszystkimi gardzą? Gardzą naszą wiarą, tradycją, piękną historią. Oni gardzą Polską, a sami są tak naprawdę zakompleksionymi moralnymi karłami, którzy gdzieś w środku wyczuwają tę swoją mentalną liliputowa- tość. Posłuchajmy na koniec wyznań Jerzego Stuhra, który goszcząc w Kropce nad i u Moniki „Stokrotki” Olejnik powiedział: – Ostatnie czasy zniszczyły dążenie całego mojego życia – całe życie chciałem być Europejczykiem, zostać przez nich uznany, że będę na równi, że będę doceniony, że będę mógł być ambasadorem kultury polskiej.

Oto wyznanie patologicznego sługusa, którego jedynym marzeniem jest być poklepywanym po tłustym karczychu na europejskich salonach. Panie Jerzy i cała reszto tego elitarnego tałatajstwa, przypominam, że Polska leży w Europie i nieraz ratowała Stary Kontynent przed katastrofą. Polska to wspaniały kraj z przepiękną historią.

Kto inaczej sądzi, świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworzu! Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza! Tradycja naszych dziejów jest warownym murem. To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni (ostatnia scena z filmu Miś Stanisława Barei).

***

Wspólnym mianownikiem łączącym kolejne pokolenia tych pseudoelit jest ich patologiczna zdolność do zdrady. Oni na często pojawiające się w naszej historii pytanie: walczyć czy się sprzedać? – zawsze zgodnym chórem odpowiadali: SPRZEDAĆ. Obojętnie czy zaborcom, okupantom, zagranicznym protektorom, czy wrogiej ideologii, bo dla nich ważne, BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ, jak głosiło pamiętne zwycięskie hasło Platformy Obywatelskiej w wyborach z 2007 r.

Opracował: Janusz Baranowski – Tatar Polski, twórca Solidarności, potomek Powstańców Styczniowych, Legionistów, Generałów, Harcerzy, Szarych Szeregów, Żołnierzy Wyklętych