NASTĘPCA TRONU: JOACHIM BRUDZIŃSKI – DRUGI PO PREZESIE

Brudziński jest jak cesarz Klaudiusz, który przetrwał bo wszyscy uważali go za mało rozgarniętego. Ale to piekielnie sprytny gość i to on weźmie partię po Kaczyńskim – mówią w PiS

Renata Grochal, Newsweek, 23/2018, 28.05-3.06.2018 r.

„Znajdzie pan dla mnie chwilę? Piszę o panu tekst” – zagaduję w esemesie szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego.

– Matko Boża, znowu? Ile razy można pisać o chuliganie w garniturze, szukającym haków na swoich przeciwników w Szczecinie? – odpisuje zaczepnie Brudziński, ale na spotkanie się nie zgadza. Ten 50-latek, wielbiciel ziemi sądeckiej, gdzie się wychował, najbardziej boi się jednego: że prezes Jarosław Kaczyński zobaczy w nim delfina z ambicjami. A wtedy podzieli los Zbigniewa Ziobry, który za wcześnie poczuł się sukcesorem i wyleciał z PiS. Brudziński brał udział w pacyfikowaniu Ziobry i wyciągnął z tego lekcję, by swoich ambicji nigdy nie ujawniać.

– W partii zawsze był ustawiony radar na pierwiastek niezależności. Jak kogoś nie da się do. końca kontrolować, to wylatuje. Zostają tylko mierni albo cynicy. Brudziński wybija się na tle pisowskiej miernoty. Jest o pół szczebla wyżej od innych – mówi mi polityk PiS.

W środowy poranek Brudziński zapewnia w TVN24, że Kaczyński czuje się bardzo dobrze. Dodaje, że „do politycznych delfinów ma komunikat, że muszą się uzbroić w duuużo cierpliwości”.

– To było takie freudowskie, bo wiadomo, jak kończą delfiny w PiS. Joachim chciał powiedzieć: ja nie jestem delfinem i nie skończę tak jak oni – uważa doradca prezesa PiS.

Kilka godzin później w siedzibie partii zbiera się komitet polityczny. Po raz pierwszy od dawna obrad nie prowadzi Kaczyński, bo jest w szpitalu z powodu chorego kolana. Zastępuje go Brudziński, wiceprezes PiS. Kaczyński już ponad rok temu namaścił g’o na swojego pierwszego zastępcę, mówiąc, że gdyby złamał nogę, to Brudziński będzie go zastępował w partii. Obrady przebiegają sprawnie, PiS wskazuje kolejnych kandydatów na prezydentów miast.

– Prowadził posiedzenie bez tremy i zbędnych dyskusji. Widać było, że czuje się jak ryba w wodzie – opowiada uczestnik partyjnej nasiadówki.

W ciągu dwóch lat Brudziński stal się jednym z najpotężniejszych polityków w kraju. Jako szef MSWiA nadzoruje policję, obsadza swoimi ludźmi spółki skarbu państwa. Może mieć wielki wpływ na nadchodzące wybory, bo Krajowym Biurem Wyborczym kieruje osoba wskazana przez niego.

KTO TRZYMA KASĘ

Nawet jeśli Kaczyński po kilku miesiącach rehabilitacji wróci do pełnej sprawności, to w PiS i tak coraz częściej będzie się mówiło o sukcesji, bo prezes ma już 69 lat. A ostatnie kłopoty zdrowotne uświadomiły działaczom, że moment, gdy przejdzie na polityczną emeryturę, jest coraz bliżej.

– Ludzie myślą, że walka o sukcesję rozegra się między Ziobrą, Morawieckim i Macierewiczem. Każdy z nich chciałby mieć po swojej stronie Brudzińskiego. Ale oni nie wiedzą, że to Joachim szykuje się do ostatecznej rozgrywki – podkreśla ważny polityk PiS.

Brudziński przygotowuje się do przejęcia partii od lat. Nie interesuje go stanowisko premiera, tyko szefa PiS, bo wie, że bez partii nie sięgnie po państwowe zaszczyty. Partią zajmuje się dziś dużo bardziej niż Kaczyński.

Prezes de facto już kilka lat temu oddał mu PiS w zarządzanie, robiąc go szefem komitetu wykonawczego. To Brudziński decyduje o tym, co się dzieje w regionach, kto zostaje szefem lokalnych struktur, dzieli i godzi, kontroluje także partyjne finanse. Do Kaczyńskiego można się odwołać jako do ostatecznej instancji.

Nawet po objęciu stanowiska szefa MSWiA Brudziński ani na chwilę nie wypuścił partii z rąk. Wychował sobie grupę zaufanych ludzi w strukturach, m.in. Krzysztofa Sobolewskiego, który został po nim szefem komitetu wykonawczego.

Uchodzi za mistrza partyjnych intryg, które przeprowadza w białych rękawiczkach. Żeby przejąć kontrolę nad partyjną kasą, pozbył się wieloletniego skarbnika partii Stanisława Kostrzewskiego.

– Joachim to wytrawny gracz. Stara się nigdy nie mieć krwi na rękach – mówi ważny polityk Zjednoczonej Prawicy. Dodaje, że w tym Brudziński przypomina trochę Tuska, który wykańczał partyjnych przeciwników rękami swoich współpracowników albo tak, by powstało wrażenie, że sami się poślizgnęli na mydle pod prysznicem.

Kostrzewskiego Brudziński wyciął rękami kuzyna Kaczyńskiego – Jana Marii Tomaszewskiego, który chciał zarabiać na zleceniach z PiS. Brudziński mówił, że on dałby mu pieniądze, ale skarbnik nie chce się zgodzić. Kuzyn skarżył się prezesowi, a zdenerwowany Kostrzewski odpowiadał, że nikt mu się nie będzie mieszał do finansów. Gdy w końcu zagroził dymisją, Kaczyński ją przyjął. Chciał mieć święty spokój, a Brudziński przekonał go, że ogarnie partyjne finanse.

UTRACIĆ ZIOBRĘ

Brudziński potrafi czekać, co w polityce jest wielką zaletą. Kilka lat zajęło mu pozbycie się Zbigniewa Ziobry, poważnego rywala do sukcesji. A gdy Ziobro wyleciał z PiS, wszelkimi sposobami utrudniał mu powrót. Kiedy w 2014 r. partia Ziobry, Solidarna Polska, negocjowała z PiS wspólne listy na wybory samorządowe, które były zalążkiem Zjednoczonej Prawicy, Brudziński uknuł intrygę przeciwko Ziobrze. Namówił Jacka Kurskiego, który zakładał z Ziobrą partię, by go zdradził i na konwencji PiS posypał głowę popiołem, wzywając do zjednoczenia całej prawicy. To bardzo osłabiło Ziobrę w negocjacjach.

– Kurski nie był jeszcze wtedy dopuszczany do rozmów z Jarosławem Kaczyńskim. Spotykał się z Brudzińskim i wspólnie knuli przeciwko Ziobrze. Zbyszek do dziś nie może tego zapomnieć Joachimowi – mówi mi ważny polityk z centrali PiS przy ul. Nowogrodzkiej. Brudziński powtarza Kaczyńskiemu, że skoro Ziobro raz zdradził, to może znowu zdradzić, i prezes nie chce ponownie przyjąć go do PiS.

INTRYGA PRZECIWKO SZYDŁO

W rządzie Brudziński trzyma z szefem MON Mariuszem Błaszczakiem. W Sejmie siadaj ą koło siebie, zawsze w strategicznych momentach rozmawiają i coś ustalają. Obaj należą do tzw. zakonu PC, byli działaczami Porozumienia Centrum, pierwszej partii Kaczyńskiego.

W PiS mówią, że Brudziński sam przeciwko Kaczyńskiemu nie wystąpi. Raczej będzie czekał, aż prezes na tyle osłabnie, że namaści go na sukcesora. Ale gdyby Kaczyńskiego zabrakło i Brudziński musiałby walczyć o władzę w PiS z innymi konkurentami, to ma największe szanse. Poparłby go cały „zakon”, m.in. Adam Lipiński, Marek Kuchciński, Marek Suski. Stracili oni wiarę w Morawieckiego, a Ziobrę wciąż uważaj ą za zdrajcę. Dopóki PiS będzie dysponowało dużymi pieniędzmi z budżetu, to niewykluczone, że Brudziński mógłby liczyć także na poparcie dyrektora Radia Maryja Tadeusza Rydzyka, z którym dobrze żyje od lat. Jest częstym gościem jego rozgłośni i Telewizji Trwam.

Brudziński sukcesywnie osłabia swoich rywali. To on był jedną z osób, które stały za odwołaniem Beaty Szydło ze stanowiska premiera. Wspólnie z Błaszczakiem i innymi członkami „zakonu” przekonywał prezesa, żeby stanął na czele rządu, bo Szydło nie radzi sobie z konfliktami i rząd jest sparaliżowany. Kaczyński chciał zostać premierem, ale w ostatniej chwili się wycofał ze względu na pogarszający się stan zdrowia. Szydło do dziś ma żal do Brudzińskiego, że przeciwko niej intrygował.

– Joachim wiele razy krzyczał na Beatę, używając ostrego języka, jeszcze gdy zajmowała się partyjnymi finansami – opowiada były polityk PiS.

Chłodne są też relacje Brudzińskiego z Mateuszem Morawie- ckim. Premier podejrzewa, że to przez Brudzińskiego, który jest najbliżej ucha prezesa, jego akcje 11 Kaczyńskiego ostatnio spadły. Lider PiS liczył, że Morawiecki, były bankowiec, będzie wizerunkowym wzmocnieniem partii i rządu, szybko naprawi relacje z Komisją Europejską, a on popełnia kolejne gafy.

– Brudziński widzi jego potknięcia i o wszystkim donosi prezesowi – uważa osoba z otoczenia szefa rządu.

Brudziński nie był zwolennikiem pomysłu, by Morawiecki stanął na czele rządu, bo uważał, że ma za małe doświadczenie polityczne.

– Joachim jest jednym z nielicznych polityków PiS, którzy nie podlizują się Kaczyńskiemu. Zachowuje się wobec niego po partnersku, chociaż nigdy publicznie nie kłóci się z prezesem. Jak się z nim nie zgadza, mówi mu to w cztery oczy – opowiada ważny polityk PiS.

BLISKO PREZESA

Część rozmówców uważa, że Jarosław Kaczyński nie może się obejść bez Brudzińskiego, bo zapewnia mu on komfort psychiczny. Od kiedy w 2005 r. Brudziński został posłem PiS i szefem biura organizacyjnego partii, prawie codziennie był w biurze przy Nowogrodzkiej, gotów na każde zawołanie prezesa. Jeździł z nim po kraju, organizował spotkania z działaczami, załatwiał hotele i obiady w restauracjach. Po katastrofie smoleńskiej zaczęli wspólnie spędzać nawet urlopy. Aprezes lubi przebywać w towarzystwie żony Brudzińskiego oraz trójki jego dzieci, bo to jest namiastka rodziny, której sam nie ma. Zdjęcia ze wspólnych wyjazdów z prezesem szef MSWiA chętnie zamieszcza w internecie, pokazując, że jego pozycja w PiS jest coraz silniejsza.

– Gdyby Kaczyński miał syna, to chciałby, żeby był taki jak Brudziński – mówiła kiedyś „Newsweekowi” Małgorzata Jacyna-Witt, szczecińska radna sympatyzująca z PiS. – To jest facet z krwi i kości, potrafi go przywieźć, zabrać, zapewnić bezpieczeństwo pod każdym względem.

ZEMSTA NA ZIMNO

Gdy tuż po wyborach Brudziński został wicemarszałkiem Sejmu, zaczął łagodzić swój wizerunek partyjnego bulteriera. Rzadziej bywa w programach telewizyjnych, gdzie wcześniej ostro atakował politycznych przeciwników. Donalda Tuska nazwał „niemieckim popychlem”. To on na jednym z wieców PiS na słowa Kaczyńskiego skierowane do opozycji: „cała Polska z was się śmieje” odkrzyknął: „komuniści i złodzieje”.

W roli wicemarszałka nieraz studził emocje na sali plenarnej. Gdy Jarosław Kaczyński z sejmowej mównicy nazwał opozycję zdradzieckimi mordami i oskarżył o zamordowanie brata, a później mówił posłowi Nowoczesnej, że politycy opozycji pójdą siedzieć, całe zdarzenie próbowała nagrać telefonem komórkowym posłanka PO Kinga Gajewska. Dominik Tarczyński z PiS chciał wyrwać jej z ręki aparat i zaczął ją szarpać. Brudziński ogłosił trzy minuty przerwy „na uspokojenie emocji” i sam zszedł na dół rozdzielać posłów.

Nie lubi ostentacji. Odkąd został szefem MSWiA, policja jest mniej brutalna podczas demonstracji Obywateli RP, najbardziej radykalnej organizacji sprzeciwiającej się polityce PiS. Paweł

Kasprzak, lider Obywateli RP, mówi, że funkcjonariusze przestali wynosić protestujących z blokad.

– Brudziński działa inteligentniej od Błaszczaka. W swoich wypowiedziach świadomie stawia znak równości między nami a naziolami, żeby pokazać, że walczy z dwoma ekstremistycznymi grupami. Chce przygotować Polaków na ostrzejsze akcje wobec nas – przewiduje Kasprzak. Przypomina też, że MSWiA wystąpiło do sądu z wnioskiem o wprowadzenie zarządu przymusowego w fundacji prowadzonej przez Obywateli RP. Chodzi o to, żeby przejąć ich lokal i pieniądze, by nie mogli działać.

Część moich rozmówców uważa, że wyciszenie Brudzińskiego to maska, a jego prawdziwy charakter lepiej pokazują pyskówki z dziennikarzami, w które wciąż wdaj e się na Twitterze.

– On jest na zewnątrz stonowany, ale w partii zarządza kijem z taką samą brutalnością, z jaką działał w młodości – mówi polityk PiS. Przypomina, że „ Jojo” – tak Brudziński jest nazywany w partii – wyleciał przed laty z Zespołu Szkół Rybołówstwa Morskiego w Świnoujściu za rozbój i kradzież. Sprawę opisał tygodnik „NIE”.

Bartłomiej Rajchert, były dyrektor zarządzający PiS, który przez wiele lat ściśle współpracował z Brudzińskim, jest jednym z nielicznych, który na jego temat zgodził się mówić pod nazwiskiem.

– Joachim jest ambitnym i bezwzględnym politykiem, ale jednocześnie skutecznie zarządza ludźmi i strukturami. Zapamiętałem go jako twardego negocjatora, z którym trzeba się liczyć. Jeśli już sobie coś postanowi, to wcześniej czy później na pewno to zrealizuje – podkreśla Rajchert.

Dobry znajomy Brudzińskiego uważa, że w ostatnich latach jedno się u niego zmieniło. Zaczął wyznawać zasadę, że zemsta najlepiej smakuje na zimno. Jako przykład mój rozmówca podaje Jarosława Zielińskiego, wiceministra spraw wewnętrznych i administracji. To członek zakonu PC, a zarazem człowiek, który przyczynił się do największego politycznego upokorzenia Brudzińskiego. Po przegranych wyborach w 2007 r. Brudziński jako jedyny został ukarany za porażkę – stracił stanowisko sekretarza generalnego PiS. Zastąpił go Zieliński, który zabrał mu gabinet i opowiadał w partii, że musi po nim posprzątać cały bałagan. Gdy Brudziński został szefem MSWiA, zmarginalizował Zielińskiego w resorcie i sam prowadzi rozmowy z policyjnymi związkami.

– Cały Joachim. Potrafi czekać latami, ale w końcu się zemści – podsumowuje polityk PiS. Policjanci odetchnęli, bo nie muszą już ciąć konfetti na powitanie wiceministra Zielińskiego ani jechać w orszaku Trzech Króli przebrani za anioły z doczepionymi wielkimi skrzydłami, jak to się zdarzyło kiedyś w Szczecinie. Gdy pytam Brudzińskiego o tę zmianę, odpowiada mi esemesem: „Świetna szczecińska policj a konna. Spotkałem ich w Myśliborzu. Obiecali mi jej funkcjonariusze, że nie będą już więcej tale artystycznie i… teologicznie kreatywni”.

Opracowanie: Samuel Baranowski