Wielcy Polacy, Rycerze i Wojownicy z panteonu Jarosława Praclewskiego, cz. 1

Generał Józef Bem (1794-1850)

Józef Bem to nie tylko odważny do szaleństwa oficer i zdolny generał, umiejętnie rozgrywający operacje wojenne. To nie tylko jeden z najwybitniejszych artylerzystów polskich, z powodzeniem stosujący nową, śmiałą taktykę użycia artylerii konnej. Bem to nade wszystko owiany legendą bohater Polski i Węgier, żywy symbol historycznego braterstwa dwóch zaprzyjaźnionych narodów we wspólnej walce o wolność przeciwko wspólnemu wrogowi.

Bem, urodzony w Tarnowie, wcześnie zaprawiać się zaczął w zawodzie żołnierza. Mając 15 lat jako kadet uczył się sztuki artyleryjskiej i inżynieryjnej. W wieku lat 17 przydzielony został do pułku artylerii konnej. Rok później staje już do walki biorąc udział w kampanii Napoleona 1812 roku. Należy później do garnizonu Gdańska, który przez szereg miesięcy odpierał oblegających Prusaków. Za wykazane męstwo w obronie Gdańska otrzymał krzyż Legii Honorowej.

Na początku 1815 r. Bem wstępuje do armii Królestwa Kongresowego, otrzymując przydział do artylerii lekko- konnej. Wykładał także w szkole artyleryjskiej oraz zajmował się doświadczeniami nad racami kongrewskimi. Uległ przy tym nieszczęśliwemu wypadkowi, który zagroził mu utratą wzroku i pozostawił trwałe ślady oparzeń na twarzy.

Służba ówczesna nie układała się jednak Bemowi w sposób harmonijny. W 1822 r. został nawet aresztowany i skazany na rok więzienia za przynależność do wolnomularstwa narodowego. Chociaż, ułaskawiony, niedługo potem wrócił do wojska, to jednak w roku 1826 otrzymał definitywną dymisję.

Wyjechał wówczas do Galicji, gdzie został administratorem dóbr Brody. Dużo czasu poświęcił próbom zastosowania maszyn parowych w przemyśle, pisząc nawet na ten temat specjalną rozprawkę.

Na wieść o wybuchu powstania listopadowego likwiduje swe interesy w Galicji i podąża do Królestwa. Do Warszawy przybywa 10 marca 1831 r. zgłaszając się do dyspozycji sztabu głównego. Otrzymał od razu awans na majora i dowództwo 4 baterii lekkokonnej. Już wkrótce zadziwił wszystkich niezwykłą odwagą. Nie znał co to strach, igrał ze śmiercią i lekceważył rany. Zastosował śmiałą taktykę szarżowania artylerią konną, zaskakując wroga przede wszystkim szybkością ruchu i ognia.

Już w bitwie pod Iganiami Bem pokazał, co potrafi. Wypadło mu tam działać w warunkach niezmiernie trudnych, gdy z boku i z tyłu ostrzeliwała go przeważająca i cięższa artyleria rosyjska. Mimo to szybkim i celnym ogniem zmusił do opuszczenia pozycji równą mu co do liczby artylerię wroga, stojącą przed jego frontem. Potem pociski swych dział skierował na nieprzyjacielską piechotę, zadając jej duże straty. Za łganie Bem awansowany został na podpułkownika.

Jeszcze większe zasługi położył Bem w bitwie pod Ostrołęką 21 czerwca 1831 r. Śmiałą szarżą swej artylerii oraz celnym ogniem dział osłonił, w obliczu przygniatającej przewagi nieprzyjaciela, odwrót armii polskiej. Otrzymał za to awans na pułkownika, złoty krzyż Virtuti Militari oraz stanowisko dowódcy artylerii armii czynnej.

W czasie manewru okrążającego wojsk carskich, dowodzonych przez Paskiewicza, opowiedział się za zerwaniem z taktyką bierności i wydaniem wrogowi walnej bitwy nad Bzurą.

General Józef Bem kieruje obroną rewolucyjnego Wiednia przeciwko wojskom cesarskim.

W walkach o Warszawę Bem jako generał brygady dowodził artylerią. Niektórzy autorzy zarzucają mu początkowe lekceważenie wroga i zaniedbanie osłony artyleryjskiej pierwszej linii umocnień na wstępie bitwy. Potem jednak świetnie pokierował działaniem artylerii w drugim dniu oblężenia, zaś następnie sprawnie przeprowadził ewakuację sprzętu artyleryjskiego ze stolicy.

Podczas narady wojennej w Modlinie 9 września 1831 r., na której decydowano o dalszych losach powstania, Bem otrzymał największą, po gen. Rybińskim, ilość głosów oddanych na kandydatów na naczelnego wodza. Wypowiedział się wówczas za pozostawieniem armii czynnej w Modlinie i kontynuowaniem walki. Podobne stanowisko zajmował na kolejnej radzie w Słupnie — 23 września — występując przeciwko kapitulacji i za prowadzeniem walki do końca.

Po przekroczeniu granicy pruskiej był najgorętszym rzecznikiem odrzucenia amnestii i zorganizowanego przejścia do Francji celem zachowania kadr do dalszej walki.

W latach następnych, na emigracji, chwytał się wciąż nowych koncepcji tworzenia polskich formacji i legionów. Związał się w tym czasie ściśle z obozem Adama Czartoryskiego. W latach 1846—1848 napisał pracę O powstaniu narodowym w Polsce, w której wyłożył swe poglądy na powstanie listopadowe i przyczyny jego klęski.

Wiosna Ludów poderwała Bema do nowego czynu. Bez zwłoki udał się do Lwowa, gdzie zajął się organizacją Gwardii Narodowej, myśląc o jej wykorzystaniu do szerszego powstania. Gdy okazało się to nierealne, wyjechał w październiku 1848 r. do Wiednia, gdzie przewagę zdobyły siły rewolucyjne. Czynną rolę odegrał w obronie tego miasta, kierując m.in. osobiście artylerią powstańców. Po zajęciu stolicy Austrii przez wojska cesarskie ranny Bem cudem ocalał i w przebraniu przedostał się na Węgry.

Wkrótce potem otrzymał dowództwo węgierskich wojsk rewolucyjnych w Siedmiogrodzie i bez zwłoki przystąpił do działania. Już w grudniu 1848 r. rozgromił armię austriackiego generała Urbana i zajął Bystrzycę. Stamtąd ruszył w kierunku południowym. Po zwycięstwie pod Gal- falva zjawił się nieoczekiwanie pod murami twierdzy Nagy Szaben. W lutym 1849 r. odniósł nowe zwycięstwo nad Austriakami.

Sukcesy swe zawdzięczał Bem szybkości operacji, gwałtowności uderzeń oraz umiejętnym i natychmiastowym pościgom, które niszczyły uchodzącego wroga. Odniesione zwycięstwa okryły Bema legendą. Nawet Austriacy musieli przyznać, że dla zrównoważenia efektu moralnego imienia Bema trzeba przewagi 20-tysięcznej. W praktyce i to nie zawsze wystarczało.

Generał Józef Bem

Bem dał się poznać jednocześnie jako doskonały organizator i administrator oraz umiejętny polityk. W zamieszkałym przez mieszaną ludność Siedmiogrodzie potrafił zapobiec waśniom narodowościowym, a wszystkim mieszkańcom w imieniu władzy rewolucyjnej zapewnił równość praw. Czynem udowodnił, że walczy nie tylko o wolność Węgier, lecz i swobodę Rumunów, toteż wielu Rumunów wstąpiło do jego armii.

Pobyt Bema w Siedmiogrodzie dzieli się na dwa okresy. Pierwszy obejmował kampanię zimową, zaś drugi (po przerwie spowodowanej wyjazdem Bema) kampanię letnią. Walki prowadzone przez niego latem były szczególnie trudne. Przewaga wroga — Austriaków i rosyjskiego korpusu interwencyjnego — była niemal trzykrotna. Mimo to Bem nie tracił wiary w zwycięstwo. Odrzuciwszy 20 lipca zagradzających mu drogę Austriaków wkroczył na Wołoszczyznę w nadziei spowodowania interwencji Turcji na rzecz Węgier. Wkrótce jednak poniósł klęskę i musiał wycofać się do Banatu. Tam otrzymał od szefa rządu węgierskiego Kossutha nominację na naczelnego wodza.

Bem przybywa do odstępującej pod naporem przeważającego wroga armii węgierskiej w chwili, gdy znajdowała się ona już w sytuacji krytycznej. Nie zwlekając postanawia wydać nieprzyjacielowi walną bitwę, do której dochodzi 9 sierpnia 1849 r. pod Temeszvarem. Kończy się ona jednak porażką armii węgierskiej.

Bem wraz z resztkami wojska wycofuje się do Turcji. Nie złamany klęskami marzy o dalszej walce. W tej myśli decyduje się na przyjęcie islamizmu i tureckiego poddaństwa.

Uzasadniając ten krok Bem pisał w 1850 r. do węgierskiego generała Teleky’ego: „Nie przez ambicję zdecydowałem się na odstępstwo od religii przodków, lecz by tą ostatnią, jaką widzę, drogą wywalczyć niepodległość uciśnionym dwóm bratnim narodom11. Zaś Zygmunt Krasiński tak czyn jego tłumaczył: „Był tylko żołnierzem, w chwili, w której zanosiło się na wojnę, porwał za półksiężyc jakby za lont nowy do świeżego działa“.

Pod imieniem Amurat-Paszy Bem przyjęty został do wojska tureckiego. Mógł zająć tam bardzo wysokie stanowisko, lecz na przeszkodzie stanęły intrygi ambasadorów angielskiego i austriackiego, którzy obawiali się, że Bem reprezentować będzie w Turcji wpływy francuskie. Spowodowali więc oni u sułtana wysłanie Bema na odległą prowincję do Aleppo w Syrii.

Traktowany był tam prawie jak więzień polityczny. Mimo to nie upadał na duchu i nie ustawał w pracy. Pisał do sułtana memoriały o konieczności wojny z Rosją, o potrzebie niesienia pomocy Czerkiesom i Tatarom. Jednocześnie zajmował się urządzeniem w Aleppo wytwórni materiałów wybuchowych przy wykorzystaniu bogatych surowców miejscowych.

Zmarł jednak w niedługim czasie— 10 grudnia 1850 roku — według jednych źródeł na febrę, według innych otruty przez agentów austriackich. Pochowano Bema jako mahometanina twarzą ku Mekce, a jeden z przyjaciół wrzucił mu do grobu woreczek z ziemią ojczystą.

Jarosław Praclewski